Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rąc i my moglibyśmy tworzyć Czystą Formę, nie wychodząc poza t. zw. »normalny« światopogląd, ale praktycznie, wskutek zmian w naszej psychice, jest to niemożliwem: dla celów formalnych musimy życie deformować, aby w sferze Czystej Formy wypowiadać się najpełniej i najswobodniej. Dawne formy zdegenerowały się w odtworzenie życia i na tem polega nędza realistycznego teatru; a to, co jest istotnego, treść czysto formalna i wyrażone przez nią uczucie metafizyczne: jedność osobowości, może się wyrazić jedynie za cenę deformacji życia.
Trójkąt małżeński jest faktycznie wyczerpany i faktyczną nowością na scenie jest koncepcja »Promieni F. F.«, którą znam tylko w recytacji autora. (Nie jest nowością ten rodzaj w literaturze wogóle: exemp. Juljusz Verne). Jednak jest tak tylko z punktu widzenia życia. Dlatego twierdzę, że nie ma racji Winawer, mówiąc, iż stworzył coś nowego, ponieważ ujęcie nowego tematu jest czysto życiowe. Nie ma racji Boy, twierdząc, że temat jest niczem, ponieważ sąd ten, skądinąd słuszny, opiera on au fond na realistyczym poglądzie na teatr, zastępując brak systemu pojęć dla krytyki formalnej powiedzeniem o »żywej krwi«, która jest tajemnicą. Rozwiązanie tej tajemnicy leży na drodze wskazanej przeze mnie (co za megalomanja!).
Charakterystyczna dla upadku realizmu pogoń za tematami skończy się zapewne niedługo. Zastąpienie trójkąta małżeńskiego przez trójkąt: matka — syn — ojciec np. (Grubiński), lub promienie F. F. nic nie pomoże, ponieważ sztuki te powstają z chęci opracowania znalezionego nowego tematu, a nie z tych źródeł, z których płynie prawdziwa artystyczna twórczość.
Patrząc na dzisiejszą dramatyczną twórczość doznaje się wrażenia, że nie ci piszą sztuki, którzy pi-