Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tego potrafię tak się patrzeć na świat“. Oficerów znalazł (Rotmistrz Purcel i porucznik Grzmot), załatwił z nimi szybko sprawę i, dawszy im carte blanche na definitywne załatwienie, napuścił ich na świadków księcia. Łohoyski chciał mu coś powiedzieć, ale uciekł mu szybko. „Temu wszystko wolno, ale nie mnie. Jednak byłoby zabawniej, gdybym był hrabią“. Było prawie pewnem, że pojedynek odbędzie się jutro z rana. Na wszelki wypadek kazano mu się obudzić o 5-tej. Do Prepudrecha nie czuł ani złości, ani nawet niechęci. Raczej było mu go trochę żal. „Będzie strzelał pierwszy i chybi wskutek trzęsawki strachowej, a ja wpakuję mu karmelek w prawą półkulę“, myślał Atanazy, idąc do domu. Wszystko i zdrada i widzenie z Zosią i pojedynek, ułożyło mu się w harmonijną całość. Był zadowolony z kompozycji tego dnia.
— Gdyby wszystkie dni układały się w ten sposób, całe życie byłoby utworem dość znośnym, byłoby pewną jednością w wielości — rzekł głośno, zapalając światło w swoim pokoju. Znowu cały dzień przesunął mu się z szaloną szybkością w pamięci, ale ze wstrętnem jakiemś zabarwieniem i w ohydnej deformacji, z uwypukleniem momentów kłamstwa i podłości. Ale wrażenie to ustąpiło zaraz miejsca poprzedniemu poczuciu harmonji.
— Peuh — rzekł z francuska. — Przeżywaliśmy rzeczy stokroć gorsze. — A jednak nie było to prawdą.