Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie pozwalają na stosowanie zbyt silnych represji wobec partji radykalniejszych.
— Wyjątek stanowią komuniści, panie baronie — ktoś wtrącił.
— Tak — mówił dalej ten sam głos — dlatego, że oni są ostatnią partją, mającą za sobą największą ilość najmniej kulturalnej masy i nie mają już kogo gnębić — to jest powyżej mogą, poniżej nie — są ostatni Jak kamień leci z góry na dół, tak ten proces uspołeczniania się ludzkości, musi przebiedz po tej właśnie linji. Wynik tej licytacji jest pewny.
— Ale komuniści już się cofają.
— Zapewne — chwilowo. Wahania i zawroty w tył są konieczne. Cały świat stoi na oscylacji. Ale jest też pewne prawo wzrostu energji społecznej — nie wszystkie procesy są odwracalne. Szerokość amplitudy tych wahań zależna jest od kultury danego społeczeństwa.
— Więc pan jest komunistą, panie baronie — zaśmiał się ktoś wesoło.
— Jestem arcyburżujem, który tylko widzi jasno, co stać się musi i nie chowa głowy pod skrzydło...
Atanazy pił cocktail’e z Łohoyskim przy bufecie. Skąd zjawił się tu ten przeklęty Tempe? Nie zbliżał się do nich, jakby obrażony. Rozmawiał z jakimś tajemniczym panem w binoklach, którego nie znał nikt, prócz jego i pana domu. Szeptano sobie, że to jest tajna najgrubsza ryba jednej z najbardziej wywrotowych partji — tej przedostatniej, według teorji tamtego pana. Czemu on na śniadaniu u Bertzów? Potem Tempe podszedł do Heli, która zaglądnęła tu, jakby kogoś szukając. Ucieszyła się zobaczywszy go, poczem pili razem jakieś dziwne trunki: hangdogi i buiterzangi (czy coś podobnego), które przyprawiał oryginalny malaj, bawiąc się w przerwach wspaniałą kobrą, owiniętą wokół jego szyi. Potem podszedł da nich Prepudrech, którego Hela traktowała z wyrafinowaną czułością. Do