Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/502

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo bóstwo wola kilkakroć na niego:
Edypie, o ty Edypie! Cóż zwlekasz?
Cóż nie idziemy? Ociągasz się długo!
Gdy więc on spostrzegł, że bóg go przyzywa,
       1630 Rzekł, aby Tezej się zbliżył do niego,
Co gdy się stało, wyrzecze: O drogi,
Daj moim dziewkom poręczną prawicę,
Wy dziatki jemu, i ślubuj przedemną,
Że ich nie zdradzisz z rozmysłem, że zawsze
       1635 Świadczyć im będziesz, co uznasz za dobre. —
Ten zaś, jak człowiek szlachetny, bez zwłoki
Ślubem się związał, że tak będzie działał.
Co gdy uczynił, natychmiast Edypos
W ślepe wziął dłonie swe dziatki i mówi:
       1640 O dzieci moje, nabrawszy odwagi,
Trza wam ustąpić stąd, a nie oglądać
Co się nie godzi, nie słuchać mówiących.
Więc precz już idźcie; niech świadkiem zostanie
Tezeusz, aby co zajdzie sam widział.
       1645 — My tedy takim posłuszni zleceniom
Wraz z dziewicami wśród łez i wzdychania
Poszliśmy społem. A precz ustąpiwszy,
Gdybyśmy po chwili zwrócili się, męża
Nie dojrzeliśmy już nigdzie na oczy,
       1650 A za to księcia, jak wzrok swój przysłaniał
Dłonią przy głowie, jak gdyby mu groza
Się objawiła zbyt straszna dla oczu.
A krótko potem widzimy, jak w jednej
Uczcił modlitwie on ziemię swym hołdem
       1655 I Olimp społem, dom bogów w niebiosach.
Jakim on zgonem zakończył, nikt z ludzi
Rzec by nie umiał tego, krom Tezeja,