Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/500

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ostre kły z jamy wyszczerza,
Jak stróż niezłomny ostoi,
— Bo tak obwieszcza głos ludu —
Niech ustąpi jemu z drogi,
By ten przybysz wszedł bez trudu
W zmarłych progi.
Ziemi, Tartara synu, twej opieki
Wzywam, ty senny przez wieki.

POSŁANIEC.

Obywatele, rzecz mógłbym w dwa słowa
       1580 Ująć i streścić, że Edyp nie żyje;
Lecz jak to zaszło, w tem trudno być zwięzłym
I objąć krótko wydarzeń bieg cały.

CHÓR.

Umarł nieszczęsny?

POSŁANIEC.

Wiedz, że co dopiero
Mąż ten dokonał swojego żywota.

CHÓR.

       1585 Lecz jak? Czy z boga dopustu bez męki?

POSŁANIEC.

Ot właśnie temu dziwować się przyjdzie.
Gdy stąd wyruszał, widziałeś na oczy,
Że nikt mu z miłych nie służył ramieniem,
Lecz sam on wszystkim przodował w pochodzie,
       1590 A kiedy doszedł ponad próg spadzisty,
Gdzie stopnie w ziemię spuszczono miedziane,
Stanął na jednej ze ścieżyn rozbieżnych
Obok czeluści, gdzie Tezej przymierze