Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/479

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


CHÓR.

       1044—1095 O, gdybym ja też w szyku stał,
Gdzie mąż się z mężem zmierzy,
Gdy Ares zmięsza walki szał
A stal o stal uderzy.
Niech u pytyjskich stanę wrót
Lub pośród skalnych żarów,
Gdzie cne boginie między lud
Nie skąpią wzniosłych darów,
A bogów słudzy z Eumolpidów, by śluby strzedz przed zdradą,
Pątnikowi na języku klucz złocisty kładą.
Bo Tezej tam, podniósłszy broń
U kresu już gonitwy,
I dwojga sióstr niezłomną dłoń
Pociągnie w zamęt bitwy.

A może z łęgu Oji w bok,
Tak gdzie się ku nim skłoni
Śnieżystych skał zachodni stok,
Mkną w tłoku wozów, koni,
I mkną w zawody naprzód, precz,
Lecz darmo pęd ich trudzi,
Bo straszny Tezeidów miecz
I męstwo naszych ludzi.
To uzdami błysną w dal, to puściwszy koniom
Cugli jeźdźcy, wroga w cwał bez wędzidła gonią.
Ci Atenie, co im chroni
Konie, biją czołem
I czczą syna Reji społem.
Pana ziem i toni.