Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/480

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Już idą w bój, już niecą bój
A duch coś roi mój,
Że dziewom tym już dosyć męki
I klęsk co zniosły z bratniej ręki,
Że miara się przebrała.
Zeus to zdziała, dziś to zdziała,
A świetny bój ja wróżę;
Niechbym jako ptak wysoko
Wzbił się z błyskiem, zawisł w chmurze,
Na was zmierzył oko!

Zeusie, bogów królu, daj
Ludziom, co ten dzierżą kraj,
O wszechwidny ty, hart męski,
Aby poszli w bój zwycięski.
I twej Pallado zaufam przyczynie,
Ciebie, łowczy Apollinie,
Błagam i błagam siostrzycę rodzoną,
Co goni chyże, pstrociste jelenie,
Służcie tej ziemi dwoistą obroną,
Dajcie zbawienie!

Błędny przybyszu, druhowi nie powiesz,
Żem wróżył fałsze. Bo widzę już dziewy,
Jak tu nadchodzą wśród pocztu obrońców.

EDYP.

Gdzie, gdzie? co mówisz?

ANTYGONA.

O ojcze, nasz ojcze,
       1100 Oby bóg jaki dzielnego ci męża
Widzieć pozwolił, co nas tu dostawił.