Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/440

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że jak słyszycie kiedyś nieświadomy
Przełamał prawo.
Lecz mnie nieszczęsnej snać nie odepchniecie,
Mnie, co za ojcem was błagam i proszę,
Proszę i oczy do oczu podnoszę,
Jak gdyby z waszej krwi dziecię.
Użalcie się więc tej rodzica nędzy,
Bo w waszej teraz my mocy,
Jakoby w bożej, udzielcie co prędzej
Wbrew groźbom waszym pomocy.
Klnę się na wszystko, co tobie jest drogiem,
Dzieckiem czy żoną, chudobą czy bogiem!
Kiedy moc wyższa zniewoli człowieka,
Próżno on przed nią ucieka.

CHÓR.

Edypa córo, wiedz, że my porówno
       255 Twojej i jego litujem się nędzy,
Lecz drżąc przed bogów dłonią nie zdołamy
Powiedzieć więcej nad to, cośmy rzekli.

EDYP.

Cóż więc i z chwały i z pięknej oceny,
Idącej w niwecz, za korzyść zostanie,
       260 I z głośnej wieści, że zbożne Ateny
Gotują same skrzywdzonym przystanie,
Same znękanym dostarczą schronienia,
Gdy mnie nic z tego? Złość przecież wygnała
Mnie z tej siedziby, mojego imienia
       265 Tylko się trwożąc, nie czynów ni ciała.
Bom zniósł ja raczej, niśli spełnił czyny,
Gdyby o matkę i ojca kto pytał,
Skąd strach ten idzie. To powód jedyny