Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/425

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od tłomacza.

Wygnany szedłeś w dalekie ostępy
Z twarzą, na której znak klęski widnieje,
Z duszą nieszczęściem starganą na strzępy,
Na trud nie bacząc, na głód i zawieje.
I szedłeś naprzód znękany, lecz dumny,
Choć dawne grozy cię gnały jak jędze,
Szukając w dali i grobu i trumny,
Aby w nich złożyć twe nędze.

Lecz cię owiła jak skrzydłem anioła
Wierna twa dziewka, Antygona biała,
Ona, gdy przeszłość klątwami ci woła,
W kir twej żałoby łzy serca dzierzgała,
Ona, gdyś klęską żywota zmęczony
I twą tułaczką, ustawał pod znojem,
Miłośnie ciebie wspierała ramiony,
Kwiatem ci była, powojem.

I wnet znalazłeś jałmużnicę drugą,
Która do męża, co bojem się łamie,
Z ostatnią raźnie przystąpi usługą,
Mroźnej litości wydłuży swe ramię,
By ulgę przynieść i zetrzeć pot z czoła
I precz cię wywieść z upaleń i znoju
Nad niepamięci strumienie i sioła,
W senne królestwo pokoju.

W Atenach przyszło dokonać ci miary
Dni i nieszczęścia. Wieszcz Aten przy zgonie
Zaklął swą pieśnią wsze ziemi swej czary,