Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wespół z druhami, z którymi dziś żyję,
W słodkim spokoju, wśród dziatek, od których
       655 Ani mi zawiść ni gorycz nie grozi.
O Apollinie, ziść wszystkie błagania,
Które zanosim, skinieniem twem błogiem,
A co przemilczę w tej modlitwie mojej,
Tego się domyśl, zaklinam, tyś bogiem,
       660 A synom Zeusa wszechwiedza przystoi.

PEDAGOG.

Niewiasty obce, pozwólcie się spytać
Czy to jest władcy Egista domostwo?

CHÓR.

Tak jest, przybyszu! Sam zgadłeś to trafnie.

PEDAGOG.

Czyż jego żoną tę słusznie być mniemam,
       665 Bo na me oko ma wygląd królowej.

CHÓR.

O tak, najsłuszniej. To ona przed tobą.

PEDAGOG.

Witaj mi księżno! Przynoszę ja wieści
Słodkie dla ciebie, Egista zarówno.

KLYTAIMESTRA.

Przyjęłam wstępy. Zasię wiedzieć pragnę
       670 Przed wszystkiem, któż cię tu przysłał z orędziem.

PEDAGOG.

Fanoteus z Focys, rzecz wielką sprawiając.

KLYTAIMESTRA.

Jaką, przybyszu! Rzeknij, bo ja pewna,
Że mąż życzliwy życzliwe śle wieści.