Na Artemidę, wnet ciężko odpłacisz
Twoją zuchwałość, gdy Egist się zjawi.
Widzisz, w gniew wpadasz, choć dałaś mi wolność
630
Mówić, co zechcę, a słuchać nie umiesz.
Czyż choć ofiary bez krzyków złowrogich
Nie ścierpisz, skoro ci usta rozwarłam?
Nuże, święć, składaj, nie złorzecz mym ustom,
Bo ja już słowa więcej nie wyrzeknę.
635
Złóż więc, służebno, zaraz te ofiary
Różnoowocne, bym wzniosła do Pana
Modły, któreby tej zmory ujęły.
Wysłuchaj zaraz, o Febie, obrońco,
Słów moich skrytych; bo nie wśród przyjaznych
640
Mówić mi przyszło, ni można odsłonić
Wszystkiego światłu, gdy ta jest przytomną,
By snać zawistnie i z krzykiem skwapliwym
Marnych posłuchów nie głosiła miastu.
Tak więc posłuchaj, jako mówić będę.
645
Dziwaczne mary, zjawione mi w nocy
Wśród snu, ty obróć, o Lykejski władco,
Jeżeli szczęście mi wróżą, na dobro,
A jeśli klęski, na wrogów je skieruj.
I jeśli z bogactw, co dzierżę, zdradliwie
650
Chcą mnie ograbić niektórzy, nie dopuść,
Lecz zwól, bym żyła tu nadal bez szkody
Atrydów domem władając i berłem,