Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wróża wnet stanie tu Dyka
I prawem silne podniesie swe ramię,
Zjawi się, na sąd zasiędzie, o dzieci,
Nowe otuchy się rodzą.
A ze snów błoga nadzieja się nieci,
Bo w Hellenów wodzu,
W rodzicu waszym pamięć nie zadrzemie
I pomnieć będzie
To, co go kiedyś zwaliło na ziemię,
Mordu dwusieczne narzędzie.

I wielonoga, sturęka w jej tropy
Zstąpi Erinys, co skryta gdzieś zdradnie
Miedzianemi runie stopy;
Krwawych bo ślubów żądza nimi władnie,
Miłostek bez czci i wiary.
Ufam, więc ufam, że za takie czyny
Senne się ludziom pojawiają mary,
Gromiąc winy i współwiny.
I chyba snów by już myśl nie odgadła
I z znaków wróżyć nie będzie,
Jeżeli z tego nocnego widziadła
Dobre nie świta orędzie.

Pelopsa ów nieszczęsny sprzęg,
Co niósł go kiedyś cwałem,
O jakiż on sprowadził jęk
Z wiekowych klęsk nawałem!
Bo odkąd Myrtil w głębi śni,
Poszedłszy w fale na dno,
Z rydwanu co się złotem lśni
Strącony ręką zdradną,