Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Krwawe tej zbrodni ścierała znamiona?
Przecież nie zechcesz oczyszczać tej winy?
Nie! więc to porzuć, a w dani nagrobnej
Twoich kędziorów odcięte kończyny
       450 Ponieś i zwitek mych włosów choć drobny;
Czem mogę, służę nieszczęsna; weź z sobą
I tę opaskę co złotem nie świeci.
A padłszy błagaj, by on z poza grobu
Z pomocą przyszedł życzliwą dla dzieci,
       455 Żeby Orestes zwycięskim pochodem
Stanął i wrogów podeptał żyw karki,
Byśmy skrzepione za przyszłym zawodem
Na grób obfitsze nieść mogły podarki.
Wierzę ja, wierzę, że i wielki zmarły
       460 Podżega na nią straszliwe te mary;
Czas jednak, siostro, byśmy wraz poparły
Ojca, nas samych, dochowawszy wiary
Temu, co godzien największej miłości
Wśród Hadesu spoczął włości.

CHÓR.

       465 Zbożnie mówiła ta dziewka, ty przeto,
Jeśliś rozsądna, o dziecko, posłuchasz.

CHRYSOTHEMIS.

Posłucham; o to przecie, co godziwem,
Nie trza się swarzyć, w czyn lepiej uderzyć.
Lecz wy, na bogi, chowajcie milczenie,
       470 Bo gdyby matce o tem doniesiono,
Gorzko by przyszło spłacić myśl szaloną.

CHÓR.

       472—515 Jeśli mój rozum te znaki przenika,
Jeśli mi umysł nie kłamie,