Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czas to zręczny bóg — on zmieni
Myśl Oresta, co u skłonu
Skał kryzejskich dziś się leni,
On zmiękczy nawet władcę Acheronu.

ELEKTRA.

A mnie tymczasem uchodzą nadzieje,
Sił już na życie nie starczy
I bez rodziców w sieroctwie marnieję,
I bez męża bronnej tarczy.
Toż pogardzonej równa służebnej
W ojcowskim domu padam od mozołów
I w przetartej szacie zgrzebnej
Do pustych zbliżam się stołów.

CHÓR.

Żałosnym był powrotny jęk,
Żałosną ta biesiada,
Od żelaznych kiedy szczęk
Trupem mąż upada.
Zdrada radziła, a miłość zabiła,
Z nich się ta zbrodnia poczęła,
Czy to, że bogów przydała się siła,
Czy rąk śmiertelnych to dzieła.

ELEKTRA.

O najstraszniejszy z wszystkich dni,
Które przeżyłam na świecie,
O nocy, uczty zlanej w krwi
Klątwa nas gniecie.
Zabłysły ojcu dwie podłe prawice,
Zrobiły ze mnie nędzną niewolnicę
Życie me starły na nice.