Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niech więc Olimpu potężny pan włości
Kary im srogie wyliczy,
Niech nie zaznają już żadnej radości
Za czyn zbrodniczy.

CHÓR.

Miarkuj, dziecko, gniewny szał
I hamuj głos zawzięty,
Czyż nie widzisz jak on rwał
W nieszczęścia cię odmęty?
Nie widzisz jako ciągła burza,
Gdy niecisz ją w zgorzkniałej duszy,
Coraz cię głębiej zanurza?
Żle, gdy kto władców na siebie obruszy.

ELEKTRA.

Zło mnie przemogło, wiem ja, wiem,
Gniew mnie porywa.
Nie stłumię go dopókim w złem
I pókim żywa.
Bo miłe drużki, jakiemi wy słowy,
Któż rozumnemi pociechy namowy
Troski mi ujmie grobowej?
Przestań więc, przestań co prędzej!
Głos wasz rany nie zagoi,
Niema końca dla mej nędzy,
Kresu skardze mojej.

CHÓR.

A przecież ja cię jakby matka wierna
Upominałam serdecznemi słowy,
Byś do klęsk dawnych nie przydała nowej.