Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ELEKTRA.

Głupim, kto zgon rodziców w niepamięci fali
Grzebie, bo we mnie współczucie obudzi
Ptaszę co nad Itysem, Itysem się żali,
Płochy śpiewak, przez Zeusa zesłany do ludzi;
Cześć oddam bożą nieszczęsnej ja Niobie
Gdy w kamiennym płacze grobie.

CHÓR.

Nie w ciebie jedną życia gromy biją,
Lecz ból twój jednak nadmiernym się wyda,
Jeżeli spojrzysz, jak siostry twe żyją
Ifianassa i Chrysotemida.
A w młodzi wieńcu, nietknięty od ciosów
Ten, w którym kiedyś Mykeńska kraina
Powita zbawcę z ramienia niebiosów
I cnych ojców przyjmie syna.

ELEKTRA.

On to, za którym wciąż myślą ja gonię,
Błądząc bez dziatek, niezwiązana śluby,
Brnąc w łez i klęski niezgłębione tonie.
A on tymczasem mych ofiar i zguby
Niepomny żywot daleko gdzieś pędzi
Głuchy dla moich orędzi.
I wciąż tęsknotą się łzawi
Lecz tęskniąc, tu się nie jawi.

CHÓR.

Odwagi, dziecię, przecież Zeus na niebie
Dojrzy wszystkiego, on rządca ogromny,
Zwierz mu cierpienia, które gniotą ciebie
Nie sarkaj — lecz nie zapomnij!