Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niż cienie jasne słońce ze dniem rozłączyło,

10 
Wszytko moc twoja, Panie, i słowo rządziło,

Ciała który zabijasz, śmierci je w moc dając,
Co nie były, żyć każesz, dusze w nich wzbudzając.

Tysiąc lat by też było wieku człowieczego,
Nie więcej jak mrugnienie będzie oka twego,

15 
Nie więcej będzie nad czas dnia przeszłego wczora,

Nie dłuższy nad godzinę zeszłego wieczora.

Porażasz, bierzesz wszytko a, jak wichrem, łomisz,
Podobne odmiennych snom czyniąc, które tłomisz;
Jak prędko ścięty kwiatek swą ozdobę traci,

20 
Tak rychło krasę człowiek, gdy się z śmiercią braci.


Jak wdzięcznie kwiat różany wschód słońca rozbija
I, gdy w Ocean wchodzi, listeczki zawija,
Tak twa łaska człowieka tu, na świecie, zdobi,
A w niwecz gniew obraca i na głowę robi.

25 
Okiem przenikającem nasze widzisz złości

I nic nie jest skrytego twojej wszechmocności,
A ilekrocieśmy cię, Panie, przegniewali,
Przemiennej mgle dni swoje podobneśmy znali.



XXXVI.

Z pamięci schodzą czasy żywota naszego
Nie inaczej, jak słowa rzeczenia ustnego;
Siedmkroć dziesięć własny kres ludzkiego żywota,
Oprócz w kim przyrodzenie czyrstwe i ochota;

Do tego nad dwoje pięć jeśli co przybędzie,

To boleść a sidła śmierć stawiająca wszędzie;
To już wskok gaśniem, Panie, chodząc umieramy,
Właśnie jak ptak, co patrząc z oczu go zbywamy.