Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie gardź prośbami memi, bo zaż to być miało,
Aby to w niwecz poszło, co się przez cię stało?

Łacno mnie zetrzesz, Boże, i snadnie zwojujesz,

Jeśli swą pracą psować ty roskoszą czujesz;
Ręce twe mnie działały, — zaż mnie te zaś skażą
Na wzgardę i śmiech złosnym? izaż mnie porażą ?

Jeśliż mnie więc chcesz karać dla grzechu mojego,

10 
Ktobyć mnie z ręku wydarł, świat nie ma takiego!

Mnie samego z to nie masz, być się nagrodziło
To, czem się majestatu twemu ubliżyło.

Proszę, chciej pomnieć na to, żeś mnie jako błoto[1]
Ulepił: zaż proch zasię chcesz ze mnie mieć o to?

15 
Jak mleko zsiadłem się ja, jako ser tworzony,

A mdłem ciałem i słabą skórą obleczony.

Żywot i miłosierdzie twe niech będą ze mną,
A jeśli mnie chcesz karać, miej swą straż nademną,
Znając moję mdłą krewkość, by nie ustąpiła,

20 
Gdyby żałość z twej kaźni na jej złe spieszyła.



IV.

Mądry w sprawach swoich, w sile barzo mocny,
Wieczny sprawca wieków, święty i wszechmocny;
Kto mu w czym przygani prze swą głupią mowę?
A potym bezpiecznie przed nim skryje głowę?

Słońce wstrzyma, gdy chce, aby nie świeciło,

I gwiazdy, by światło w ciemnościach nie było;
Niebem świat obtacza: jego noga chodzi,
Gdzie morze głębokość z bystrością wywodzi.


  1. złoto