Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

kapustę. Tak, dopiero teraz sam spostrzegłem, żem milczał dotąd.
Obaj rzucili się ku mnie, pytając komu przyznaję rację. Odparłem:
— Przyznaję wam obu rację i jeszcze kilku innym, którzyby twierdzili coś wprost przeciwnego. Niema o czem gadać. Moi drodzy, chcąc się przekonać co się posiada, trzeba spisać na papierze wszystkie pozycje i dodać do siebie. Niech każdy zgłosi swe poglądy, a razem dadzą może prawdę. Prawda pokazuje wam figę, ile razy chcecie ją pochwycić, drwi sobie z was. Świat, moje dzieci, można wytłumaczyć na różne sposoby, bo każdy sposób oświetla go tylko z jednej strony. Wierzę we wszystkie wasze bożki, pogańskie i chrześcijańskie, oraz w dodatku w boga rozumu ludzkiego.
Na te słowa, zapomniawszy o sporze, rzucili się razem na mnie, twierdząc, że jestem cynikiem i ateuszem.
— Ateuszem, ja? Co wam się śni? — odparłem — Zapraszam do siebie wszystkich waszych bogów, waszego jedynego Boga, oraz wszystkie, tak zwane prawa natury! Zapraszam ochotnie! Niech przyjdą... przyjmę wszystkich gościnnie, mam dosyć miejsca... Pan Bóg podoba mi się ogromnie, a jego święci tak samo.