Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

notem, recytującym na pamięć Biblję, wyłamującym się z pod władzy Kościoła! Zaliczasz się do onego rodu żmij, które twierdzą, że obejdą się bez proboszczów!
Teraz Paillard wpadł w gniew nie na żarty. Zaprotestował gorąco i wyprosił sobie, by go nazywano protestantem. Oświadczył, że jest dobrym Francuzem i katolikiem w każdym calu, ale posiada zarazem wszystkie klepki w porządku i nie czuje się kaleką, ani na ciele, ani — umyśle. Widzi dobrze, w samo południe nie potrzebując brać okularów, a ma przytem odwagę nazywać durnia durniem. Co więcej, pozwoli sobie nazwać Chamailla głupcem potrójnym w jednej osobie, a mimo to oddaje cześć Bogu, którego odblaskiem jest jego własny rozum.


∗             ∗

Zapadła cisza. Chamaille nic nie odpowiedział. Pili obaj pomrukując, oparci o stół, odwróceni do siebie plecami. Nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem głośnym śmiechem. Wówczas dopiero zauważyli, że przez cały czas nie wyrzekłem jednego słowa. Obserwowałem ich, słuchałem, chwytałem argumenty, naśladowałem ich miny, gesty, powtarzałem po cichu ich słowa, poruszając ustami jak królik gryzący