Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

więc nabawiłem się kataru oskrzeli. Potem to samo z poczwarkami... modły do Św. Gertrudy i procesja. Był to marzec, roztopy, chlapa,... oczywiście przeziębiłem się i kaszlę do teraz. A dziś ta sama historja z chrząszczami! Chcieli znowu procesji. Musiałbym łazić po wszystkich winnicach, śpiewając werset: „Ibi ceciderunt... posiepaki niesprawiedliwości... atque expulsi sunt i nie mógłbym stare.“ To ja pewnie zostałbym oporządzony jak się patrzy!... „Ibi cecidit“, proboszcz Baptysta Chamaille o przydomku Dulcis (wszakże słońce praży, przelatują czarne, gęste chmury, burza wisi w powietrzu... wróciłbym z udarem mózgu). Nie... nie, dziękuję, nie spieszy mi się na drugi świat, każdy żart musi się nareszcie skończyć. Czyż ja mam odpoczwarczać ich pola, lub odchrabąszczać ich winnice? Niech się sami wezmą do roboty, a Pan Jezus im pomoże. Bardzo łatwo założyć ręce i rozkazać proboszczowi.
— Proboszczu, zrób to, czy tamto! Niema głupich. Teraz ja zakładam ręce i piję. Zróbcie to sami! Przysięgam na wszystkie świętości, że wściekną się, a ja nie ruszę palcem, nie wstanę z tego fotelu, choćby podpalili plebanję! Pijmy!


∗             ∗