Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ten chce deszczu, a tamten słońca! Każdy rzuca się na innego świętego. Jest tam w niebie trzydziestu siedmiu specjalistów od spraw atmosferycznych. Na czele kroczy wielki sikacz św. Medard. Przeciwdziała mu św. Rajmund, rozpraszacz chmur. Spieszą mu z pomocą św. Błażej, tłumiwiatr, Św. Krzysztof mrozopęd, Walerjan burzołyk, Aureljan grzmotobójca i św. Klarencjusz autor pogody. W samem niebie niema zgody. Kłócą się dostojne osoby i wymyślają sobie, a Święte: Zuzanna, Helena i Scholastyka, również specjalistki od klimatu, wydzierają sobie włosy wzajemnie. Sam Bóg nie wie, do którego świętego się zwracać, a cóż dopiero ja, mizerny proboszcz. Zresztą to nie moja sprawa. Mam tylko przedkładać prośby, wykonanie zawisło od samego patrona. Dlatego też nichym nie miał przeciw temu, (chociaż bałwochwalstwo tych kretynów napawa mnie wstrętem... Panie Jezu, szkoda, żeś za nich cierpiał mękę krzyża)... tylko poco oni mieszają moją osobę do owych sporów niebieskich? Chcą używać mnie i krzyża za talizman przeciw rozmaitemu robactwu, które niszczy ich pola. Jednego dnia mam egzorcyzmować szczury, wyjadające ziarno ze spichrza... Procesja, wyklinania, modły do świętego Nikodema... dobrze, ale że to był grudzień, mróz i śnieg po pas...