Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Trzęsła się cała; Tania, acz
Śmiertelnie blada, jednak płacz
Wstrzymała, raczej łez nie miała...
W pamiętny pożegnania dzień,
Służba stłoczyła się przed sień,
Karetę młodych otaczała...
Wszystko się jęło krzątać, biedź...
Tania nie mogła słowa rzec...


XIII.

I długo, blada, jako ściana,
Patrzyła za karetą w ślad...
I oto sama jest Tatjana!
Ach! przyjaciółka tylu lat,
Owa młodziutka gołębica,
I blizka krwią jej powiernica
W świat obcy dąży... Straszny cios!
Na zawsze je rozłączył los.
Jak cień bez celu, błądzi Tania,
W osierocony idzie sad;
Wszystko w jej serce sączy jad;
Wszystko, od chwili pożegnania,
Coraz w niej sroższy budzi żal...
Zdusiła łzy i patrzy w dal...


XIV.

Czas w samotności smutnie płynie,
Powstają roje dawnych snów...