Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XLV.

Ona »nie może«... Co?! nie może?!
»Dała już słowo«... Komu?! Jak?!
»Onieginowi!«... Boże! Boże!
Czy wierzyć uszom?... A więc tak?!
Więc to możliwe!... Takie dziecko —
Kokietką! Igra już zdradziecko!
Już wieje chytrość z serca dna!
Wietrznica! sztukę zdrady zna!...
Leńskiego tłoczy straszna mara;
Klnie serca kobiet, pełne zdrad. —
Wyszedł... na konia spiesznie siadł...
I pędzi. Pistoletów para —
Dwie kule — jednej kuli cios —
Rozstrzygną wkrótce jego los!...