Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Tak na wiosennych łąk ponętę
Rój pszczół wylata — sprawia szum...
I po paradnym syt obiedzie,
Już sąsiad sapie: »Hm, sąsiedzie!«...
Przy piecu zasiadł matron rząd;
Panny poszeptać poszły w kąt;
Zielone stoły rozstawiono;
Spieszy kłótliwy młody gracz
Do gry w bostona, a tam, patrz! —
Wistem się bawi starców grono.
Z ich jednostajnych czytasz min,
Że każdy — chciwej nudy syn...


XXXVI.

Już osiem robrów odegrali
Bogowie wista; ósmy raz
Już miejsca swoje pozmieniali...
Herbatę dano... Lubię czas
Mierzyć obiadem i kolacyą;
Na wsi, zaprawdę, z wielką racyą
Określasz jadłem pory w dniu;
Żołądek jest zegarkiem tu.
Lecz zauważę rad, w nawiasach,
Że równie często lubię wpleść
W strofy swej pieśni miłą treść —
O ucztach, winach i frykasach,
Jak ty, Homerze, bożku nasz,
Co wiek trzydziesty w chwale trwasz.