Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Do niej się zwraca mówca nasz:
Laurka w ręku, wzniosła twarz...
Śpiewa, fałszując... Wnet ogromny
Wybucha zapał: brawa, krzyk...
Tania zmuszona zrobić dyg;
A wieszcz choć wielki, jednak skromny,
Na cześć jej pierwszy toast wzniósł,
Wręczając kuplet... Zapał wzrósł.


XXXIV.

Z powinszowaniem tłum się rusza;
Wokoło Tani gości tłok;
Przyszła i kolej Eugeniusza:
Podszedł... Dziewicy tęskny wzrok,
Przy jej znużeniu i wzruszeniu,
Budzi w nim litość... Więc w milczeniu
Złożył jej ukłon... Ale z ócz
Świeciła tkliwość... W czemże klucz
Zagadki był? — Czy mimo woli
Wzruszony, stracił duszy hart?
Czy, kokietując, zrobił żart?
Nienaumyślnie? — ze swawoli?
Dość, że mu wzrok pieszczotą drgnął
I w serce Tani życie tchnął.


XXXV.

Zagrzmiały krzesła odsunięte
I do bawialni wali tłum...