Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/125

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    XVIII.

    — Ot, gadasz, Taniu! W nasze lata
    Nam się nie marzył taki kwiat;
    Nieboszczka świekra z tego świata
    Wygnałaby na tamten świat.
    »Więc jak na ślub skłoniono nianię?«
    — Jak Bóg przykazał... Zesłał Wanię.
    Mnie wyszedł już trzynasty rok,
    On młodszy był, więc poszło w skok..
    Niedziele dwie chodziła swatka,
    A gdy zamknięto za nią drzwi,
    Pobłogosławił ojciec mi,
    Płakałam z strachu... ze mną matka...
    Rozpletli warkocz; w cerkiew, bacz,
    Ze śpiewem wiedli, a ja w płacz...


    XIX.

    I w obcą wzięli mnie rodzinę...
    Lecz ty nie słuchasz?... Nudna rzecz?.
    »Ach nianiu, nianiu! Patrz, ja ginę!
    Ciągle o jednem myślę precz!
    Ciągle do płaczu jestem skora!«...
    — Kochanie moje, jesteś chora.
    Zmiłuj się Panie, pomóż nam!
    Czego chcesz, Taniu, zaraz dam...
    Chcesz? Świętą wodą cię pokropię...
    Ty masz gorączkę... »To nie znak