Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Wtem nieruchome chyli oczy
I nie ma siły naprzód iść...
Wzniesiona pierś, opadłe ręce,
Na licach nagłe lśnią rumieńce,
Z pobladłych warg ulata jęk
I w oczach blask i w uszach dźwięk...
Nastanie noc; na niebie czaty
Obchodzi miesiąc; w srebrnej mgle
Wywodzi słowik trele swe;
I leją woń jaśminu kwiaty...
Tatjana czuwa... snu jej brak
I z nianią w mroku szepcze tak...


XVII.

»Tu duszno, nianiu! Spać mi trudno!
Otwórz tam okno, bliżej siądź!«
— Co tobie, Taniu?! »Tak mi nudno!
Opowiedz mi cokolwiekbądź!«
— Ba, o czem, Taniu?! Dawniej zawdy
Sporo i prawdy i nieprawdy
Chowałam w głowie, że aż strach! —
O duchach złych, dziewiczych snach...
A dzisiaj ciemna jestem, Taniu:
Już nie pamiętam dzisiaj nic...
Ot, spróchniał do cna stary rydz!...
Skręciło mnie... »Opowiedz, nianiu,
Jako za starych było lat?
Czy znałaś ty kochania kwiat?«