Strona:PL Przybyszewski Stanisław - Synowie ziemi.djvu/081

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    dziwą łaskę, bo nie chcę, by matka moich dzieci głód cierpiała“.
    Położył się na sofie. Był strasznie wyczerpany i chory.
    I nagle ujrzał jakiegoś strasznego, olbrzymiego pająka w rogu ściany pod sufitem.
    I dziwna! Ten pająk był bezcielesny, jakby niewidzialny, w czwartym wymiarze — pająk w matematycznem obmyśleniu.
    Przeraził się.
    Bo ten pająk wysuwał ogromne nogi, powoli, z wahaniem, i znowu je w siebie wciągał.
    Czuł, że te niewidome, matematyczne nogi mogą się wyciągnąć w nieskończoność, że gdy się pozwoli im dotknąć, to dotknięcie ich będzie śmiertelne, i ze straszną trwogą przyglądał się ruchom potwornego robaka, śledził, obrachowywał każde najdrobniejsze drgnienie w tych szatańskich nogach.
    Wytężył całą siłę, nieznaną mu dotąd siłę woli, by nie rozproszyć uwagi, bo ilekroć zaczął poddawać się zmęczeniu i senności, pająk nogi wyciągał.
    I coraz straszniejsze robił wysiłki, bo pająk zdawał się czytać w jego duszy, śledzić jej opadanie i potężnienie, to kurczył się, malał, to znowu rósł i nogi wyciągał, zdawał się macać opór powietrza pomiędzy ze sobą a swoją ofiarą.
    I Czerkaski uczuł nagle nieprzepartą chęć wykrzyczeć wszystkie swe zbrodnie, wyspowiadać się ze wszystkich swych grzechów, i znowu drżał ze stra-