Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To się téż godzi przyjąć tu gospodę,
A już na krésy sam jutro wywiodę. — ”
Więc zsiadłem z konia, i w téj saméj celi
Jam się noc piérwszą wówczas przenocował,
W któréj mnie późniéj tyle lat Bóg chował...
I odtąd tutaj zwykłem się spowiadał,
I tum szlachecki mój depozyt składał.

„Dawno przed Bogiem starzy przyjaciele,
Którzy zaznali tych związków początek,
I przeminęło w świecie rzeczy wiele,
Lecz dla mnie wiecznie pamiętny ten kątek,
Bo tu znalazłem bezpieczną ostoję,
Za którą odtąd dziękowałem co dnia
Bogu, co bierze na Opatrzność swoje
Biedną siérotę, wdowę i przychodnia.

„I Pan posadził mnie na równéj ziemi
I dał przyjaciół pomiędzy obcémi.

„Nigdym do związków w kraju się nie łączył,
Bo światem wichrzyć nie rozumiem cnotą!
I zawszem Boga prosił tylko o to,
Bym tak jak zaczął, przy chorągwi kończył;
Bo wojskowemu służba rzecz najzdrowsza.
Jeszczeć te związki przeciwku obcemu!..
Lecz jak nastała już praktyka nowsza,
Że związek stawał wbrew królowi swemu,
To już tę sprawę niech sam Pan Bóg sądzi,
I pono tylko w służbie człek nie zbłądzi!

„Raz tylkom w życiu z granicy ustąpił,
Ale nie przeto, abym krwi méj skąpił,
Tylko bom nie chciał przelewać krwi bratniéj;