Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A w celi Mohort już się w drogę ładził.
Kiedy był gotów, przykląkł przed obrazem,
I jeszcze stoczek u lampy zapalił,
Święconą wodę podał mi u proga,
I rzekł spokojnie: — „Będzie tutaj Boga
Jeszcze i po nas wszelaki duch chwalił —
A teraz bracie wychodźmy już razem,
Dla ciebie piérwsza, mnie ostatnia droga.”

I zamknął celę, klucz za listwę schował,
Zdjął sygnet z palca, drzwi opieczętował,
I poszedł ze mną razem do ogrodu.

Tu stał dąb stary u samego wchodu,
A obok niego kapliczka nad zdrojem...
Mohort podumał i pokiwał głową,
I rzekł do dębu: — „Stój mój druhu zdrowo.
A i ty wodo upływaj pokojem;
Ja już ostatni raz tu z wami bawię;
Lecz jak mnie Pan Bóg, ja wam błogosławię.

„Gdym tu raz piérwszy stanął — byłem młody,
Lecz po ucisku i ciężkiej chorobie,
I nie wiedziałem, co sam z sobą zrobię;
Lecz gdym się napił z tego źródła wody,
I tu pomodlił w tego drzewa cieniu.
Natchnął Bóg łaską, i w owém natchnieniu
Na żywot cały znalazłem już radę;
Więc poję konia, i siadam, i jadę.”

„W tém mi Ihumen zabiegł z nagła drogę,
I rzekł z ludzkością: — „Ja puścić nie mogę,
Dom nasz, to stara gospoda rycérzy,
A już i słońce do spoczynku bieży,