Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Są piękne chwile i czyste natchnienia
W życiu człowieka, co lgną do sumienia
Jak jasne gwiazdy, jak słowa miłości,
Dopóki jeszcze godzien tych piękności.

Takie to było w stepach me zaranie,
Od takiéj zorzy brałem powitanie,
I takie głosy nieba czy narodu
Niósł wiatr stepowy do duszy od wschodu..
I tak jechałem co raz daléj, daléj,
A step przepływał nakształt morskiéj fali.

Ze stepów Bohu, więcéj ku wschodowi
Zwróciłem konie na stepy Dnieprowe,
I pojeżdżałem szlakiem ku Dnieprowi,
Kędy na kresach wojska narodowe
Od ujścia Rosi począwszy już stały —
A gdzie mi tylko mignął futor mały,
I w każdym siole i nad każdą rzéką
Pytałem ludzi, czy jeszcze daleko
Do brzegów Dniepru. — A czém bliżej było,
Tém niespokojniéj serce moje biło:
Jakieś uczucie szczęścia i obawy,
Jakieś pragnienie i czynów i sławy
Paliło duszę — i z każdym noclegiem
Jechałem raźniej — jakby nad tém brzegiem
Raj obiecany gdzieś tam dla mnie leżał.
Jakbym się lękał, żeby nie odbieżał
Dniepr swego brzegu! —

I noc zapadała,
I znowu ranna zorza mi świtała,
I znów był dzionek i było południe,
Gdym ujrzał futor i dworek i studnię.