Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tom jeden tylko został widzę bez kielicha?
Nie pochwalam ja zbytku, i karcę satyry,
Bo kielichy, to grzéchy! i w pokucie szczeréj
Trzeba za nie i Bogu i ludziom odpłacić,
A w Rzeczypospolitéj potrzeba nam miary;
Lecz kiedy o to chodzi, by się sercem zbracić,
To jako ksiądz i szlachcic znam obyczaj stary!“

Varios modos bibendi miewają Polaki;
Każdy więc był ciekawy po przedmowie takiéj,
Co za zdrowie na odwet Książe Biskup wniesie.
Aż tu pan Morelowski srébrny puhar niesie
Od niepamiętnych czasów w domu przechowany,
A w całéj ziemi z dawna, „Podkomorzym“ zwany.
„Teraz Panowie Bracia! wnoszę przed wszystkiemi
Już zdrowie gospodarza! Lecz nie domu tego,
Tylko pierwszych dziedziców téj Sanockiéj ziemi,
Co nas przyjęli w gości do domu swojego.“

Tu podniósł puhar w górę: „Zkąd téj ziemi sława,
Niech nam z tego puharu opowie — Gozdawa
Był rycérz Gozdawita, co granicy stróżył,
I w bojach tak się pięknie Ojczyźnie zasłużył,
Że król mu tyle ziemi nadał od granicy,
Ile w koło objedzie koniem w jednéj dobie,
I w obec wroga zdoła trzymać na szablicy.
Skoczył więc rycérz w siodło, ale nie wziął sobie
Ani tych łąk nad Sanem, ni żyźnego błonia,
Tylko w góry i skały pokierował konia
I od granic Węgierskich począł działem gonić,
By jak najwięcéj ziemi przypadło mu bronić,
Kiedy Pan jego służby ziemią poczcić raczył —
I szablicą po drzewach miedzę sobie znaczył.