Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy po chwili ochłonął, nazwajem się pyta:
„Jakże będę miał zaszczyt? — niech-że będzie kwita.“
— Popiel — rzecze mu tamten! — „Popiel? No i proszę!
A których?“ — dodał z cicha zdziwiony potrosze.
— Jakto których Mospanie? — Popiel znów zapyta:
Czy był gdzie może jaki Popiel neofita? —

„Ależ bo jest tradycya! — rzekł Leszczyński ciszéj;
Na to Popiel — ot bajki — Popielowe myszy,
I nie wszystkich Popielów musieli zjeść przecie,
Bo zkądżebym się wreszcie był wziął ja na świecie?

„Co to, to wielka racya, a więc krew królewska?
Niech zacne rody łaska podpiéra niebieska!“
Rzecze na to Leszczyński — więc Waści król rodzi.
— Tak, — rzecze z cicha Popiel — i krew pańska schodzi.... —

„Nie schodzi, Panie Bracie! — Leszczyński mu powie,
Lecz się zeszła fortunnie w méj i twéj osobie.
Uściskajmy się Bracie, królów potomkowie,
Bo Popiela i Piasta zacne to krwie obie!“

Uściskali się tedy, zapłakawszy rzewnie,
I byłoby tam więcéj tych afektów pewnie,
Ale czas było jechać — Pan Popiel tarł ucho;
— Tak zacnym plemiennikom rozstać się na sucho?

Hej! podaj żydzie wina do tego zawodu! —
Wina w karczmie nie było — ha! to daj nam miodu; —
Lecz i miodu nie było — a więc proces krótki,
Salvis juribus familiae! daj nam żydzie wódki! —