Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„A mój mości Łowczycu, ufam sercu twemu,
Że wysłuchasz mej prośby: patrz Wasze po mieście,
Niech mi tu będzie cicho, i od szabli wara!
Bo do Sanockiéj Ziemi wraca zgoda stara.“ —
Tak się począł dzień uczty — i każdy się bawił
U przyjaciół lub krewnych, po dworkach i wmieście.
Aż gdy pora obiadu nadeszła nareszcie,
Wyjechał Pan Marszałek na koniu wspaniale,
I objechał po rynku w koło okazale,
I oświadczył całemu rycerskiemu kołu:
Ze Ksiądz Biskup Warmiński zaprasza do stołu.

Gdyśmy weszli poważnie w dziedziniec zamkowy,
Był już stół zastawiony we cztéry podkowy,
I Książę Biskup witał z zielonych podsieni,
A każdy znalazł miejsce w cieniu staréj Ksieni.

Podług wieku i stanu, zasług i godności,
Sadowił Pan Marszałek w koło stołu gości,
I z razu szła rozmowa poważna i cicha,
Ze poważniéj nie bywa przy królewskim stole;
Lecz gdy Biskup nareszcie kazał dać kielicha,
Szły porządnie, jak zwyczaj w senatorskim kole.
„Najjaśniejszego Pana!“ najprzód pito zdrowie,
A następnie z kolei, gdy król nie miał żony,
Więc tych zdrowie wypito „co warte korony!“
Potém wniósł Wojewoda — „od serca Panowie
Duchownego Senatu!“ i Biskup dziękował.
Potém znowu Ksiądz Biskup zdrowie konferował
Już na cześć Wojewody — „Świeckiego Senatu!“
A Wojewoda wzajem skłonił Panu Bratu
Potém — „Zdrowie Hetmańskie i Rycérskie koło!“ —
Gdy obeszło koleją, było już wesoło,
I już tylko jednego brakło do pełności,