Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I sam z resztą odstąpił od dalszej rozprawy,
I zacichano sprawę, choć krew biegła strugiem.

Lecz gdy szlachta Krakowska wróciła do miasta,
Podpiwszy przy śniadaniu krzyknęli: „Nie basta!
Co nas tu jest z kolei, każdy bić się będzie!“
A jeden tak się bardzo posunął w zapędzie,
Że do razu na rynek przez okno wyskoczył,
A jak wściekły z Terleckim ściął się na pałasze:
Więc z podsieni i z domów kto tylko ich zoczył,
Biegł pędem na ratunek i krzyczał: „Stój Wasze!“
Ale oni się rąbią i żaden nie słucha,
Bo gracz trafił na gracza i zuch popadł zucha.
W tém gdy rozruch i wrzawa coraz bardziéj wzrasta,
Wjeżdża Sędzia Chojnacki, jak na to do miasta,
I roztrącił tłum koniem i zawołał: „Basta!!! —
Basta Panowie Bracia, proszę bez urazy!“
I jak w obiedwie strony ciął z konia dwa razy,
To jednemu kord obciął nad samém ujęciem,
A drugiemu wytrącił aż na dach za cięciem,
I jakby nic nie było, jakby zbył wszystkiego,
„Witam!!!“ krzyknął ochoczo do koła całego.

Tu go dopiéro wszyscy do razu poznali,
I podjąwszy go z konia sobie podawali.
„A popiołu na nogi! — a wody święconéj!
A czapeczki czerwonéj! wszystkośmy tu mieli,
Złoto, srébro, widzieli mitry i korony,
A nie widzieli jeszcze tu Pana Sędziego,
A dobrodzieja! Ojca! — a Pana naszego!
I tak każdy go ściskał i chwytał i pytał,
A on nawzajem wszystkich z serdecznością witał,
I kazał do Biskupa prowadzić się wreszcie;
Lecz nim odszedł, powiada tak Garwolińskiemu: