Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz w Polsce djabeł nie spi — a nuż szablą który
Urwie tu Margrabiego i przytnie fryzury?

„Boję się, — mówił Biskup — o Pana Margrabię —
Do Pani Humienieckiéj — bo to i jedwabie —
Nie pomogą w Sanockiém, jak się szlachta wzburzy,
A widzę, że się bardzo coś na niego chmurzy,
Wolałbym, żeby jechał. — “

Ale Pan Margrabia
Jak narabiał dowcipem, tak daléj narabia;
A raz, to nawet z takim żarcikiem wyjechał:
„Czy wiecie, po co Biskup tu w Sanockie zjechał?
Chciał użyć na owacyach i górskim nabiale,
I do satyr ze szlachty nowe zebrać wzorki,
Bo Warmińskie lancmany nie zabawne wcale,
I znaćby ich nie warto, gdyby nie te worki
Z bitémi talarami.....“
Dowcip ten posłużył.
Że się sanocka szlachta poczęła znów składać:
Bo Pan Bal i Pan Mniszech na to się oburzył,
By o Księciu Biskupie tak lada co gadać:
I gdyby nie Chojnacki i gościnność ziemi,
To źle byłoby może z gośćmi Krakowskimi.
Bo żarcik, co się gładko w pokoju wyśliźnie,
Gdy wpadnie między szlachtę, to nie raz krwią bryźnie;
Ztąd żarty stroić z drugich bywało bezbożnie,
I szczególniéj panowie mawiali ostrożnie.

Na złe wyszedł i tutaj żarcik Margrabiowski:
Bo gdy się przemówiło ze szlachty Krakowskiéj
Kilku z szlachtą Sanocką, ruszyli do lasku,
I tam przyszło do krwawéj rozprawy o brzasku,
A pan Dyzma Terlecki, rębacz bardzo żwawy,
Obciął trzech margrabiowskich jednego po drugim,