Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I panowie Terleccy, starzy Liskowaccy
Od Strwiąża i Chwaniowa, — z Olszanic Zawadzcy,
Stojowscy i Bogusze i Gniewosze z Płotycz,
Łępiccy i Łebkowscy, Brześciańscy z Rybotycz,
Panowie Truskolawscy, Górscy, Niesiołowscy,
Kuniccy i Gumowscy i z Trójcy Tyszkowscy,
I panowie Załuscy, Wisłoccy, Pełkowie,
Po kądzieli Herburty, Wapowscy, Stanowie
Pospieszali w wigiliją do Dubiecka drogą,
Słowem, że z całéj ziemi nie brakło nikogo;
I jam téż w ówczas przybył tam z Drohojowskimi,
Z inną szlachtą Przemyskiéj i Samborskiéj ziemi...

Bo w odgłos tych Sanockich uczt i wspaniałości,
Przybywało i z dala co raz więcéj gości.
Tak zjechał do Dubiecka Margrabia Pińczowski,
A razem z jego dworem poczt szlachty Krakowskiéj.

Nie wiem, co tam Panowie między sobą mieli;
Lecz choć świadka nie było, wszyscy to wiedzieli,
Że Książę Biskup zimno przyjął Margrabiego.
Lecz Margrabia nikomu nie dał poznać tego,
Bo był to człowiek w dumie bardzo zatwardziały,
I rozumiał o sobie, że w Koronie całéj
Nie ma mu już równego! — więc o sobie wiecznie
I swoim rodzie tylko jak najszerzéj prawił;
A widząc, że mu Biskup schodził z drogi grzecznie,
Do pań rzucił się w końcu i dowcipy bawił.
Długo bowiem po dworach siadywał za krajem,
I tak się na zamorskich szyderstwach wyprawił,
Że i strój kusy przybrał, i obcych zwyczajem
Szydził sobie z wszystkiego, co tylko jest nasze;
I na szlachtę poczciwą patrzył bardzo z góry.
Dobrze to tam za morzem dmuchać komu w kaszę,