Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zerwał — i jak odludek gdzieś tam w górach siedział,
Jak gdyby o tym zjeździe w Dubiecku nie wiedział.

Ale wiedział i sędzia, że Biskup chce zgody,
I że blisko Strwiążyka pojedze do Liska;
A że droga z Chyrowa wiedzie na Strwiążyska,
Most ostatni zdjąć kazał, gdy przybrały wody,
A tak Biskup nareszcie nie miał i wyboru,
I zwrócił do Strwiążyka nie chcąc przespać w boru,
I do pana Sędziego zajechał do dworu.

„Bóg łaskawszy od ludzi mój Księże Biskupie!
Gdy witać Senatora dozwala w chałupie“. —
Tak się ozwał pan Sędzia — i łaskawe wody.
Bo na szlachcica spada zaszczyt Wojewody.

A Książę Biskup na to: Mości Mostowniczy!
Do tych wszystkich tryumfów, które waszmość liczy,
I ja tę podróż moje za wygraną daję,
Ale niech Mości Sędzio rzecz na tém nie staje;
Zgorszyłem się tém bardzo, żeś się tak odsunął,
Bo i gmach staréj zgody w naszéj ziemi runął,
I nie ma komu daléj kierować téj nawy,
A tu się będą w sejmie toczyć ważne sprawy,
I trzebaby po myśli wybrać posłów z Ziemi;
Waszmość jeden potrafisz kierować wszystkimi.
Więc jak ksiądz, syn Ojczyzny zaklinam Waszmości,
Nie daj w ziemi brać górę takiéj niesforności!

Na to Sędzia Chojnacki ze łzami powsiada:
— „Po tych słowach poznaję i ojca i dziada,
Ba i Ojca Ojczyzny, Księcia Senatora,
A że w mem sercu zawsze dla cnoty pokora,
Oddaję me usługi! — Nie mnie już do świata,