Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I zarządzić piwnicą i gości zabawić.
A w mieście, gdzie z swym dworem stanął Ossoliński,
Na ten raz marszałkował Łowczyc Garwoliński,
Człowiek bardzo przytomny, poważnie obrotny,
I w usłudze dla braci nad wszystko ochotny.
Był także i marszałek Biskupa, Boznański,
Ale on już zostawał przy osobie pańskiéj,
Gdy Książę Biskup gości witał lub przyjmował;
Lecz na wszystkich wycieczkach zabawą kierował.

Tak rozrządzało wszystkiem trzech marszałków zdanie,
I wszystko codzień było na ich zawołanie,
Więc i konie i służba, kucharz i czeladka,
I wszystko poszło gładko, jak wywinął z płatka.

Książę Biskup miał w zamku codzień mszą poranną
Przed relikwiarzem matki i Najświętszą Panną,
Co od wieków słynęła w tym domu łaskami,
I na téj mszy bywali tylko krewni sami.
Po mszy wracał do siebie — i trzy godzin prawie
W ciszy innéj zupełnie poświęcał zabawie:
Bo albo listy pisał, lub wiérsze dyktował,
Gdy go szatny ubiérał a fryzyer pudrował.
Potém czytał mu lektor — a gdy czas dobiegał,
Marszałek o przybyciu Biskupa ostrzegał,
A kiedy się odbyło krótkie powitanie,
Dla samego Biskupa dawano śniadanie.

Potém się poczynały ranne odwiedziny;
Książę Biskup obchodził do koła mieściny,
I tu stanął przed drzwiami, tam w okno zapukał,
Każdemu coś powiedział, każdego odszukał:
A kiedy z każdą chwilą zwiększało się grono,