Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale wybawi żonę, lub też sam ochotnie
Legnie w boju z pogany!“ — Więc siadł i popłynął
Na okręcie do Malty i słych o nim zginął...

W Nowem-Mieście tymczasem, gdy nie było rady,
Same sobą rządziły Jaśkowe gromady ;
I pług chodził po polu, i statek do Gdańska,
Jakby wszystkim rządziła jeszcze wola pańska,
Tak rządzili i wójcia, i mieszczanie w mieście, —
Lecz gdy po kilku leciech krewni chcieli wreszcie
Podzielić się fortuną, bo Jasiek nie wraca,
Rzekły chłopy: „Nie damy! bo to pańska praca,
A Pan żyje i wróci do ludzi i roli:
Bo gdy krwi katolickiej broni od niewoli,
To Bóg mu dopomoże! Nie damy! Nie damy!“
I wyparli zajazdy i zamknęli bramy.
Kiedy później się w grodzie wytoczyła sprawa,
Wójcia zawsze tak samo: „Kto wie, że nie żyje,
Niech tu przed Chrystem Panem do przysięgi stawa,
Jeśli nie — to oddamy, prędzej chyba szyję,
Niż dobro od samego Boga nam zwierzone!“
I nie było co mówić na taką obronę....

Siedem lat upłynęło — aż siódmego roku
Wraca Jasiek samotrzeć — a przy jego boku
Jedzie Pani zakryta na tureckim koniu —
Było to w dzień niedzielny, i na miejskiém błoniu
Poznał lud swych dziedziców — a więc zadzwoniono,
I cechy z chorągwiami, ksiądz z wodą święconą
Wychodzi na spotkanie — a oni oboje
Krzyżem padli przed drzwiami farnego kościoła,
I w prochu tak pokornie zanurzyli czoła,
Że lud wszystek skruszony wylewał łez zdroje....
A kiedy po Mszy Świętéj lud ich odprowadził,