Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co mógł o lepsze chodzić w kraju z najpiérwszemi,
A przestawał poważnie na służbie i ziemi!

Ponad Sanem leżały piękne jego włości
Od Przemyśla po Dynów — i téj zamożności,
Jaka w tym domu była, szukać dziś szeroko:
Był to w rzeczy dom pański, choć szlachcic na oko;
I każdy téż Krasicki umiał trzymać miarę
Za domem — a w domu obyczaje stare.
Za mojéj już pamięci w Dubiecku mieszkali,
Ale zawsze téż same zwyczaje chowali.
Każdy z nich był myśliwy i do szabli sprawny,
Każdy miał sławne konie, i był jeździec sławny.
Wino jeszcze po dziadku — serce jak na dłoni,
Bratnia pomoc każdemu i gościnność wszelka,
W każdym miłość Ojczyzny i Kościoła wielka;
Lecz nikt nie jest bez „Ale“, in Venerem proni,
Krew Mospanie nie woda! to też czasem z młodu
I koń lubi ponosić dzielnego zawodu....

Za to tem poważniejsze były ich matrony,
Bo cnota jak u Świętych, blask jak od korony!

Jest tradycya o jednej z tych Krasickich rodu,
Co piękna jako zorza, weszła w świat za młodu.
Jasiek z Nowego-Miasta był ją wziął za żonę,
Lecz ledwo, że ją pojął — aż tu na obronę
Ruszyć musiał — bo Tatar pustoszył Podgórze.
Ruszył więc Jasiek w pole — a tu jego Różę
Porwali mu Tatary z Zamku w Nowem Mieście,
I nie było i śladu po pięknéj niewieście....
Mąż bieden po téj stracie Bogu się ukorzył,
Pieszo poszedł do Rzymu i tam śluby złożył:
Że nie da krwi szlachetnej zaginąć sromotnie,