Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I w zamkowym dziedzińcu poczciwie posadził,
Przyszli wójcia poważnie i złożyli karby,
A mieszczanie odnieśli uzbierane skarby:
„Tyś w świecie zrobił swoje, a my doma swoje,
Oto zamek i złoto, bierz Panie co Twoje!“
Płakał Jasiek — płakali i młodzi i starzy,
Ale Pani nikomu nie odkryła twarzy —
I nikt już więcej z ludzi nie widział jej lica.
Bo do klasztoru poszła piękna pokutnica
Napróżno ją zwracali rodzice i krewni,
Napróżno mąż miłości błagał jak najrzewniej,
Napróżno nawet Kościół podawał pociechy,
„Złe to swaty — mówiła — do małżeństwa grzechy!
I nie szczęścia nam pono, ni miłości trzeba,
Ale dla mnie pokuty — jemu łaski nieba!
A gdy Bóg nas z jassyru i z hańby wybawił,
I znów w łasce Kościoła, jak w domu postawił,
To widać po nas żąda ofiary w tym progu,
I chce, byśmy oddali resztę dni już Bogu.
O, nie dla mnie to szczęście, co świeciło z młodu,
Jam niegodna być matką rycerskiego rodu!“
 
I poszła do klasztoru. — I niktby nie wiedział
Był o losach obojga, nawet w samym rodzie,
Gdyby giermek ich losów nie był opowiedział,
Co lat siedem przebywał z rycerzem na Wschodzie.
Gdy do Malty przybyli, przez księży znać dano,
Ze Panią do Stambułu w jassyr zaprzedano,
I że biedna w stambulskim seraju zostaje;
A więc z posłem Maltańskim Jasiek zbrojno staje
Przed obliczem Sułtana, i okup przynosi
I o wydanie żony z poczciwością prosi.