Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy się krzywo kierował i źle począł bawić.
Bo i to się zdarzało.
Dola była złota.
Szabla wiecznie przy boku, do bójki ochota,
Człek za młodu trzymany surowo i bity,
Więc jak się rozparł późniéj w Rzeczypospolitéj,
To nie było fantazyi czasem i granicy,
I krzywda nie raz siadła na krzywéj szablicy.
Tak przy wolności była czasem i swawola,
Ależ był i hamulec, była starszych wola,
A kto się nie bał sejmu i sądu i króla,
Bał się tego, co z rodu miał nim prawo rządzić,
I choć bliskiego sercu potrafił osądzić.
Jeszczeć gdy się zdarzało tak po ludzku zbłądzić,
To była na to rada i ratunek w porę;
Lecz czasem szlachcic zabrnął, że aż piekło gore!
To jak dał nurka w Polsce, i słych o nim zginął —
I po latach dopiéro z klasztoru wypłynął
Gdzieś na Gdańskiém Pomorzu, albo téż na Żmudzi.
Słuchasz, patrzysz, poznajesz, czy cię oko łudzi?
A on misyą odprawia i nawraca ludzi!


„A któż Waści nawrócił?”
„Miłosierdzie Boga!
Wstyd com zrobił rodzinie, i wskazana droga
Za radą familijną.....”

Czasem gdy nie było
W sercu takiéj pokory, a złe się zbroiło,
Trzeba było na Kudak szlachcica wyprawić,
Aby mógł się do woli szabelką zabawić
I krwią własną to obmył, co szablą nabroił;
A że nikt w ciepłe czapki wartołbów nie stroił,
Dano mu tylko konia, kulbakę i szablę,
I krzyż na cztéry wiatry! „Ruszaj Panie djable!...”