Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I rzekłem do ojca: rodzicu mój drogi!
przebacz! jeżeli niewinnie zgrzeszyłem,
Żem zabił człowieka i złoto zdobyłem,
A rozkaż przez łaskę, co robić z tém złotem?
Czy dać na prowizyą? czy wziąć gdzie dzierżawę?

— „Nie cieszę się złotem, boś go nie zlał potem,”
Rzekł ojciec, „nie cieszy to złoto, bo krwawe!
Prowizyą? dzierżawy, a co ci się dzieje?
To oddaj na kościół, bo cudze nie grzeje,
I ojca grosz jeszcze kapany i krwawy
Wyciągnie za sobą. A dobrze, że mamy
Tu księdza proboszcza, więc grosz ten oddamy;
A niechaj przez łaskę odprawi wotywę
Za twoje po świecie podróże szczęśliwe;
A potem osobno daj na mszę żałobną
Za dziada, co w puszczy od ręki legł twojéj,
A który przed sądem już bożym dziś stoi"...

∗             ∗


Kazałem więc ulać złotą rękę z nożem,
Co mnie nie dosięgła za przejrzeniem bożém,
Jak wotum złożyłem ją w farnym kościele;
I dzisiaj to jeszcze, kiedy ją zobaczę,
Ogarnie me serce jakoweś wesele,
I nieraz w modlitwie i z cicha zapłaczę;
Bo wówczas wspominam szczęśliwy wiek młody,
I Nieśwież i księcia i dwór wojewody,
I ojca i matkę i podróż i dziada,
I dziwnie to wszysto do skruchy się składa;
Więc nie raz się w piersi z osobna uderzę,
I zmówię za duszę dziadowską pacierze.