Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więc jejmość powiadasz , więc, ale!... tak!... tego...
Że książę się kłania i dary przysyła?
Tak... tego... więc kłania? (pogroza nic złego)
Więc sygnet ma oddać? i od Radziwiłła?
Niech przyjdzie! więc przyjmę do łaski go mojéj,
Lecz niech mi się przecie poczciwie przystroi.”

Dóm moich rodziców był dworek drewniany;
Więc wszystko do joty słyszałem przez ściany.
„W czém chyba na wstępie, to trzeba poprawić,
I jakbyś dziś przybył, przed ojcem się stawić”
Tak matka radziła. — Więc strojnie i zbrojnie,
Wjechałem z pachołkiem przez bramę spokojnie,
A ojciec był w ganku — stanąłem na stronie.
Pachołek pod lipą zatrzymał téż konie,
Jam jął się za szablę i czapkęm zdjął z głowy,
I jakby w Nieświeżu w dziedziniec zamkowy
Z takową fantazyą sunąłem w te progi.
I naprzód ścisnąłem rodzica za nogi,
A potém i do nóg upadłem macierzy;
A kiedy rad ojciec oczyma mnie mierzy.
Łacińską perorą, skłoniwszy w kolana.
Witałem na wstępie i księdza plebana.
A potém do panny Terleckiéj statecznie.
Jak dworski kawaler, zwróciłem się grzecznie,
I rzekłem subtelnych słów kilka nieśmiało,
Jak w obec rodziców na syna przystało;
A potém już sygnet podałem ojcowi,
I rzekłem poważnie: Wojewoda książę,
Którego braterski afekt zawsze wiąże
Z braterstwem, a z szlachtą zawsze zgodne chęci,
Poleca swe służby panu rodzicowi,
I kazał się wiernie przypomniéć pamięci!”