Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słyszałem ja o nim, że bywał po świecie;
Mówili, że łebski ma szlachcic być z niego!”
Więc ojciec tak trochę rad niby był z tego,
I kazał dać wina starego z kącika,
A że się to działo hora canonica,
Do tego, że afekt połączał ich wielki ,
Więc pono wypili ze cztéry butelki.

In vino veritas. Więc ksiądz się rozczulił,
I ojca jak brata do serca przytulił;
Więc zwykła surowość i ojca odpadła,
A matka się do nich z panienką przysiadła,
I słówko po słówku, powoli, powoli. —
Od zwykłych dyskursów do tego co boli.

De misericordia divina ksiądz prawił,
Jak pan Bóg z lwiéj paszczy Daniela wybawił,
Kierując do rzeczy, more oratora;
A kiedy upatrzył, że właśnie już pora,
Więc rzecze: „Ej bracie! krew twoja nie woda,
Ta przebacz synowi! bo matki nam szkoda,
I pozwól, niech nam się na chwilę pokaże,
Gdy ludzie go chwalą, niech rodzic nie karze!
Wszak jam go chrzcił przecie, jak sami to znacie;
Ot, młodość więc płochość! przebacz panie bracie!”
 
A matka téż także słóweczko wtrąciła:
„Więc pozwól jegomość, by złożył ukłony.
Ukłony samego pana Radziwiłła,
A ma też i sygnet kosztownie sadzony,
Co książę go kazał doręczyć waszeci.”
„Dość téj tam już prośby! — rzekł ojciec łaskawie, —
Wszakżem ja nie Herod i kocham swe dzieci,
Bez prośby mu miałem przebaczyć dziś prawie;