Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bo także i świętą wigiliję naruszyć?
To matce jest wolno, bo w wieku i chora,
Lecz wasze chłop zdrowy, to możesz i suszyć.
Wigilija, hultaju! wigilja! pokora!”
— A jaka wigilija? spytałem niepewny. —
„No proszę? a jutro Matki Boskiéj Siewnéj!
Kto kocha Maryą, pamięta wigilją,
A, ut sum sodalis za Maryą biją!”
Więc wyjął z kantorka żmiję monitora
I wziął mnie za rękę i puścił mnie w kolej:
„Religia, hultaju! wigilija, pokora,
A drelich, a olej! a drelich, a olej!
A święte to ręce ojcowskie, co biją;
Znaj rękę ojcowską, a szanuj Maryą!

Ja listy sam prześlę panu wojewodzie,
A waść do komórki o chlebie i wodzie,
Dość téj tam już służby i tego dworactwa;
A waściów pachołek (nie cierpię próżniactwa)
Więc z barwą książęcą tej chwili na kołek,
A świtem i boso do brony pachołek!”

I orżnął mnie, sfukał i zamknął w komorze.
Lecz słówkam nie pisnął, milczałem w pokorze.
Nie wolno téż było instancyi wnosić,
Więc matka płakała i nie śmiała prosić.

Siedziałem zamknięty, jak w turmie za zbrodnie,
O chlebie i wodzie przez cztéry tygodnie.
Aż w końcu i srogość złamała pokora.
Bo nadniósł Bóg księdza proboszcza z wieczora.
„Gdzie synal waszeciów, mój panie Tomaszu?”
Zapytał ksiądz proboszcz: „a pokaż go przecie!
Od dworskich, starosty w Gródku, na kiermaszu,