Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A potem po takiém witaniu serdeczném,
Począłem rzecz swoję dyskursem stateczném;
Gdziem bywał, com widział po świecie, com robił,
I czegom się uczył i w com się sposobił,
I jakie gdzie dwory i jakie gdzie kraje,
I jacy panowie i jakie zwyczaje;
A kiedym tak jedno po drugiém powiadał.
Przynieśli wieczerzę. Jegomość nie jadał
Wieczerzy, lecz obok pacierze odmawiał;
A kiedym ja matce o sobie rozprawiał,
Drzwi tylko na chwilę odchylił czasami,
I mruknął spojrzawszy, i skręcił wąsami.
Źle będzie, myślałem — wtém dano wieczerzę;
Zgadałem się setnie, więc wziąłem się szczerze,
A dali, pamiętam jak gdyby dziś, grzybki,
Mądrzyki wyborne, konfekcik i rybki,
A matka nam była tak trochę coś chora,
I chciała dietę zachować z wieczora,
I tylko się do nas na dyskurs przysiadła...
Lecz panna Terlecka coś także nie jadła:
A zatem sam jeden sprzątnąłem wieczerzę;
Oddałem dobranoc i idę z alkierza,
A w sieni pan ojciec za rękę mnie bierze
I mówi: „Jest jeszcze dla waści wieczerza!
I mam téż ja jeszcze pomówić coś z tobą.”
I wciągnął do izby i zamknął za sobą.
„Zdejm wasze mi kontusz i żupan, szat szkoda.
Grzbietu nie, bo twardy, lecz rychło się poda.
Nauczę ja mores! mosanie? Więc, ale!
Tak koniem na ojca najéżdżać zuchwale?
Przed Bogiem i ojcem nie schylić już głowy?
I w drogę się przybrać w strój drogi i nowy?
Zapóźna pokora! stój mi tu, jak kołek!
Czy nie wiesz to wasze, żeś chudy pachołek?