Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A wasze, czyś dużo już złota wyorał?
Nieboszczyk dziad mawiał: Poczciwie w kąciku,
W dreliszku rybeńko, a według staniku!
A wasze?!...” I nagle tu uciął już mowę,
I sierdząc się, czapkę zacisnął na głowę;
A kiedym mu do nóg chciał upaść już w ganku,
„Za późno” mi rzecze, „za późno kochanku!
Idź wasze do matki!” — A matka nuż witać
Z radością synalka, nuż gościć, nuż pytać,
Nuż chwalić fantazyę, obyczaj i stroje:
„A dziecię kochane, a miłe, a moje!
A jakie to dworne, a mężne, a grzeczne,
A jakie to strojne, a jakie stateczne!” —

Poczciwe matczysko spłakało się rzewnie,
I ja się spłakałem na takie witanie:
Lecz serce mi jakoś gadało niepewnie,
Bo insze o synku jegomość miał zdanie.

Przy matce bawiła pod ówczas panienka:
Milutkie stworzenie, wysmukła i cienka,
Anusia Terlecka — więc także mnie wita;
A kiedy odbiegła, więc matka zapyta:
„Czy nie ma już więcéj pokłonić się komu?
Wszak jam was rodziła tu, przed tym obrazem,
A Bóg cię szczęśliwie powrócił do domu!”

Więc we łzach, w modlitwie uklękliśmy razem.
Za powrót w dom ojców Bogu podziękować;
A potém relikwiarz zdejmując ze ściany,
Podała mi matka, by go ucałować;
A potem dobyłem dukat poświęcany,
Przed laty mi dany w intencyi najszczérszéj.
Gdym z domu rodziców wyjeżdżał raz piérwszy;